osadzona w jednym z punktów nocy
w kołysce przypadkowych świateł ulicznych
szarpię sznurki zwisające z nieba
wiję się krzyczę rozdzieram
ale węzły dawno przeniknęły warstwy skóry i mięśni
wżarły się w kości
zeżarły myśli
tym chcesz wyjaśnić niepełność istnienia?
nie ma usprawiedliwienia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz