niedziela, 29 maja 2011

adumbrate


"W malarstwie włoskim istniał termin adumbrate, czyli rzucać cień i powodować intuicję, że w miejscu cienia coś się pojawi."
Peter Weir

Chciałoby się od początku zakrzykąć: Umrzeć! lub zrobić coś równie śmiesznie patetycznego, ale przecież nie można, choć śmierć wydaje się zajebiście dobrym początkiem. Trzeba zejść do konspiracyjnego szeptu i powoli, nitka po nitce wydobywać zarodki światów z pogranicza światła i cienia. Trzeba, bo niewyrwane, w trudnym do przewidzenia momencie mogą eksplodować w głowie. Po wybuchu strzępki rozerwanych myśli ociekają zgęstniałą ciemnością, cofającą się przed skaczącymi jak rtęć, palącymi kuleczkami światła. Paskudne uczucie. Bezpieczniej od razu rozpoznać początek narodzin w chmurze światłocienia i wyrzucić niedorozwinięty koncept na zewnątrz.
Ale nie wprost! Jeszcze nie oszalałam, by wierzyć, że mam cokolwiek wartościowego do powiedzenia.
Tworzę po prostu puste naczynia poprzez zabieg wielokrotnego zacienienia znaczenia. Rozmywam krawędzie słów aż do zupełnego zatarcia pierwotnego sensu i łudzę się, że w oszukańczy konstrukt odbiorca wplecie swoje własne wyobrażenia i pragnienia. Prosta sprawa. Odwołuję się przecież do doskonalonego przez millenia sposobu budowania zrozumienia poprzez odwoływanie się do tego, co już znane. Cóż łatwiejszego nad odnalezienie punktu zaczepienia w pętli cudzego skojarzenia? Im bardziej czuły, wrażliwy lub zaburzony czytelnik, tym większe prawdopodobieństwo udanego zapętlenia. Tym większa satysfakcja z dostrzeżenia nowego zarysu w miejscu rzuconego cienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz