piątek, 3 lipca 2009
drzwi
Zatrzasnęłam się.
Najpierw nie było nocy wcale. Później pojawiła się cieniutka kreseczka snu. Odkąd jest, zaczęły znikać dni.
Piątek nie raczył nastąpić. Przeżyłam dzisiaj sobotę, a teraz jest już niedziela wieczorem. Jutro poniedziałek, jestem pewna.
Zatrzasnęłam się w sennym pokoju z bezsennym oknem. Okno nie doświadcza miękkich zaśnięć i przebudzeń muskanych oddechem świadomości. Patrzy nocą, mrużąc drapieżnie powieki. Otwarcie gapi się w dzień.
A pokój? Pokój jak pokój. Cztery falujące ściany, drżące powietrze i drobinki kurzu podrygujące w rozproszonym światle lampy na rozległej tafli biurka o krawędziach amputowanych półcieniem. Pokój śpi spkojnie, spoczywa w pokoju.
I wszyscy są szczęśliwi.
czyżby?
okno mruży bardziej skrzydło prawego oka. podejrzliwie unosi ramę.
pokój burzy się.
Wystarczyło skłamać.
Jesteś wolna.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz