Wydana na pastwę katów samowoli
wpadam do ciasnej klatki własnych myśli
męczę
mierżę
morzę
siebie
Uderzasz mnie moim własnym chłodem w twarz
a w swoich oczach wciąż pozostajesz dżentelmenem
”Zrobisz, jak chcesz.”
wymieniane przy dobrym kursie na
”Będzie, jak zechcesz”
nigdy nie mogłam zrozumieć
po co mówić rzeczy oczywiste
Ty jak zawsze w białych rękawiczkach
Zimno Ci?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz